Dzień 4
Wstajemy o poranku, ale na szczęście nie tak wcześnie jak ostatnio. Jemy śniadanko i idziemy na zwiedzanie świątyni w Kom Ombo, bo nocą statek właśnie tutaj dopłynął. Tym razem nie jedziemy gdzieś daleko, bo świątynia jest 5 minut od przystani, więc podążamy spacerkiem do świątyni, którą mogliśmy podziwiać już ze statku. Idąc do świątyni jak zwykle jesteśmy zaczepiani przez licznych kupców, sprzedających pamiątki, wśród nich jest wiele dzieci, które sprzedają małe skarabeusze i koraliki. Trudno się od nich opędzić, a tu czas goni. Docieramy na wzgórze na którym znajduje się podwójna świątynia, powstała z połączenia dwóch oddzielnych budowli wzdłuż jednej ściany. Świątynię znajdującą się po prawej stronie poświęcono triadzie bóstw : Sebekowi, Hathor i Chonsu. Świątynia po lewej należała do boskiej triady : boga o imieniu Haroeris, Tasenet-Nofret i Panebtaui. Bardzo dobrze jest zachowana kaplica Hathor chroniąca mumie krokodyli. Jedną z ciekawostek są także reliefy przedstawiające narzędzia chirurgiczne sprzed 2000 lat (skalpele, odsysacze czy narzędzia dentystyczne) oraz wanna, w której - jak głosi legenda - zażywała kąpieli Kleopatra. Również na terenie świątyni znajduje się lokalny Nilometr.
Po zwiedzaniu świątyni wracamy na statek, bo za chwile ruszamy w dalszą droge - do Edfu. Tymczasem znów podczas rejsu wdłuż Nilu możemy podziwać egipskie krajobrazy, oraz życie tutejszych mieszkańców.
We wczesnych godzinach popołudniowych docieramy do Edfu. Po wyjściu na brzeg już czekały na nas dorożki, którymi mamy dojechać do tutejszej atrakcji, czyli świątyni dedykowanej bogowi Horusowi. Przejażdżka bardzo miła acz nieco ekscytująca, ponieważ dorożkarze robią tutaj między sobą wyścigi, więc w pewnych momentach było blisko do jakiejś stłuczki. Dorożkarze tak samo jak i kierowcy samochodów jeżdżą tutaj jak chcą, nie bacząc na żadne przepisy czy reguły. Edfu to niewielkie miasto, szybko więc docieramy na miejsce. Coś co od razu rzuca nam się w oczy to wielkość tej świątyni, oraz bardzo dobry jej stan. Świątynia ma 137 metrów długości i 79 metrów szerokości w fasadzie. Posiada również pylon o wysokosci 36 metrów. Na ścianach świątyni jest zapis całej religii egipskiej w postaci reliefów i inskrypscji umieszczonych na ścianach. Ciekawostką jest również to, że świątynia do lat 60-tych XIX wieku była cała przysypana piaskiem, a na niej były zbudowane domy mieszkalne. Po zwiedzaniu znów wracamy do naszych dorożek, ale po drodze możemy jeszcze obejrzeć tutejszy bazar na którym można kupić pamiątki i tradycyjne ubiory egipskie - galabije. Oczywiście trzeba bylł zrobić jakieś zakupy, bo wieczorem czekała nas na statku galabija party. No i zaczęło się przymierzanie, targowanie, jednym słowem niezła zabawa i przez te nasze handlowanie omało statek nie odpłynął bez nas.
Gdy wróciliśmy na statek ruszyliśmy w kolejny etap rejsu - do Esny.
Wieczorem po kolacji galabija party, niestety nie wszyscy wycieczkowicze przebrali się, ale my z Mężem to i owszem, przystroiliśmy się po arabsku. Impreza w barze rozkręciła się, DJ grał muzykę arabską, ale oczywiście taką z nowoczesną aranżacją, więc zabawa była przednia. Były też konkursy prowadzone przez egipskiego animatora. Towarzystwo wyszalało się i jeszcze mocniej zintegrowalo. Wieczór skończył się dosyć późno, zmęczeni całym dniem poszliśmy na zasłużony wypoczynek, bo od rana czekało nas znów kolejne zwiedzanie. ciąg dalszy ...
Zobacz także: Galeria Zdjęć, Filmy, Książki, Wycieczki
|