Dzień 2
Bardzo wczesna pobudka, zwłaszcza po tak wyczerpującym poprzednim dniu, ale to nie pierwsza taka pobudka jak się potem okaże. Można by pomyślec - wycieczka, wakacje to błogie leniuchowanie i nikt nie zdoła wyciągnąć nas z łóżka przed 10. A tu niespodzianka, trzeba szybciutko z rana grzecznie pakować bagaże i ruszać w dalszą droge. W holu hotelowym czekała już na nas pani przewodnik - Dorota. Wymeldowaliśmy się, zabraliśmy śniadanko w formie suchego prowiantu i zapakowaliśmy się do autokaru. Tam już czekali tylko na nas, bo nasz hotel został na końcu. Nie było nas zbyt wiele, cała wycieczka liczyła może z 20 osób, plus polska przewodniczka i obowiązkowy egipski przewodnik, który zajmował się wszystkimi sprawami logistycznymi. Kupował bilety, załatwiał tragarzy itp. A nasi współtowarzysze podróży to ludzie w bardzo różnym wieku, ale jakoś szybko nawiązała się nić prozumienia, co było dość istotne, w końcu mieliśmy spędzić wspólnie dość dużo czasu. Autokar ruszył spod naszego hotelu, jechaliśmy przez uśpioną jeszcze Hurghadę. Udaliśmy się na ogromny parking z którego miał ruszyć konwój wielu innych wycieczek pod obstawą policji. Jakiś czas uplynął zanim pojawiły się wszystkie autokary i w końcu wyruszyliśmy w kilkugodzinną podróż po pustynnych bezdrożach Afryki. Droga była przepięknie położona wśród gór. Liczne zakręty pozwalały nam spojrzeć naprzód i ocenić jak długi jest ten nasz konwój, a było nas sporo, chyba z 20 autokarow. Jechało się wygodnie i wcale nie odczuwaliśmy tego, że jedziemy setki kilometrów, ponieważ widoki za oknami wciąż się zmieniały i pozwalały nam poznać prawdziwe oblicze Egiptu.
Jesteśmy w Asuanie. To duże miasto, a takie inne niż te miasteczka turystyczne. Bloki mieszkalne często z oknami bez szyb, gdyż są one tam zbędne przy tak wysokich temperaturach w ciągu całego roku. Na ulicach dość duży tłok i charakterystyczne dla arabow wymuszanie pierwszeństwa, żadnych zasad drogowych, kto pierwszy ten lepszy. Udajemy się do kamieniołomów, a tam możemy oglądnąć niedokończony obelisk. Obelisk ten miał być poświęcony królowej Hatshepsut, miał mierzyć 40m i ważyć aż 1200 ton. Niestety podczas obróbki pojawiły się rysy i dlatego nigdy nie zabrano go z wyrobiska. Chodzimy sobie po skałach z których były wykonywane obeliski a potem transportowane Nilem aż do Luxoru. Z kamieniołomu widać cały Asuan jak na dłoni, domy rozmieszczone na licznych wzgórzach, a u podnóża nich płynący Nil. Jedziemy dalej, na przystań u wybrzeży jeziora Nasera. Na przystani czekają na nas łodzie motorowe, które mają nas zawieźć na wyspę File. Rejs łodzią bardzo przyjemny, wokół jeziora liczne wzgórza, wiele wysepek mniejszych i większych tworzą w sumie wspaniały klimat tego miejsca. Wyspa File, tak naprawde to wyspa Engelika na którą przeniesiono świątynię z wyspy File, aby ta nie została zalana podczas budowy wielkiej tamy Asuańskiej. Świątynia na wyspie File należy do jednych z najwspanialszych w Egipcie, a czasy jej świetności przypadły mniej więcej na czasy Chrystusa. Świątynia ta była poświęcona bogini Izis. Budowla łączy w sobie elementy architektury starożytnego Egiptu z architekturą grecko-rzymską. Będąc na wyspie zastał nas zachód słońca, który oczywiście wszystkich zachwycił. Wracamy łodzią na przystań, a pod koniec naszej wodnej wycieczki łódź odmówiła posłuszeństwa. Śmialiśmy się, że zapomnieli zatankować i być może rzeczywiscie taka była przyczyna zatrzymania się łodzi. Ale arabowie pomagają sobie i szybko znalazły się inne łodzie, które nas docholowały do brzegu, ale na sam koniec o mało nie staranowaliśmy innej łodzi, było niezłe buummm, co już nie było takie śmieszne. Ale wszystko w sumie zakończyło się szczęśliwie, wszyscy mówili potem o tym wydarzeniu raczej w sposob żartobliwy.
Zmęczeni już nieziemsko wsiadamy do autokaru, żeby pojechać na przystań statków wycieczkowych, na tak zwany cornish. A na przystani jest przycumowanych wzdłuż nabrzeża kilkadziesiąt statków, a przycumowane w taki sposób, że często aby dojść na swój trzeba przejść przez kilka innych. My też aby dostać się na statek Crocodile przechodzimy przez pokłady kilku innych. Niektóre robią niesamowite wrażenie, wyglądają bezmała jak wnętrza Titanica. Docieramy na Crocodila i następuje lokowanie nas do kajut. Kajuty małe, ale przytulne i jest tam wszystko co potrzeba, wygodne łóżko, toaletka, TV i telefon, oraz łazienka z prysznicem. A statek bardzo ładny, kilka pokładów, a na najwyższy to pokład wypoczynkowy, gdzie jest basen i jaccuzi, leżaczki, stoliczki, krzesełka, więc jest gdzie poleniuchować. Mamy jeszcze trochę czasu do kolacji, więc postanowiliśmy się odświeżyć i przebrać.
I nareszcie upragniona kolacja, w pięknej restauracji ulokowanej na dolnym pokładzie. Wszystko ładnie urządzone, a jedzonko jak zwykle super wyglada. Kolacja w formie szwedzkiego stołu i znów można poszaleć z wyborem potraw, owoców, deserów. Obsługa jest bardzo miła, wszyscy są czarnoskórzy i znają już wiele polskich zwrotów, które brzmią tak zabawnie w ich wykonaniu. Ogólnie bardzo miła atmosfera, grupa zdążyła się trochę zintegrować. Po kolacji idziemy na małe spotkanko z przewodniczką Dorotą, ustalamy kto chce na następny dzień jechać do Abu Simbel a kto leniuchuje na statku. Cała grupa jedzie, bo jakże to tak, być w Egipcie i nie widzieć Abu Simbel? Ale jest jeden minus tej całej wyprawy - oczywiście bardzo wczesna pobudka, bo wyjeżdżamy o 5 rano. ciąg dalszy ...
Zobacz także: Galeria Zdjęć, Filmy, Książki, Wycieczki
|