Koniec października 2006. W Polsce jesień zagościła na dobre, wieje chłodem a my wybieramy się w bardzo ciepłe miejsce - do Afryki, a konkretnie do Tunezji. Tunezja o tej porze roku jest jeszcze bardzo ciepła, ale już nie upalna. Doskonały czas na takie jesienne wakacje. Lecimy tunezyjskimi liniami lotniczymi Tunisair. Catering jest tunezyjski, więc już na pokładzie Airbusa możemy poznać tamtejszą kuchnię. Lot nie trwa długo, bo niespełna 3 godziny. Podczas lotu na monitorach mamy wyświetlaną całą trasę lotu. A trasa wiedzie nad Czechami, Austrią, Chorwacją i Włochami. Lądujemy na lotnisku w Monastirze około godziny 13, gdzie czekają już na nas rezydenci. Informują nas do którego udać się autokaru.
Monastir należy do jednych z piękniejszych miast Tunezji. Jest to nowoczesne miasto z szerokimi bulwarami, przestrzennymi placami i mnóstwem białych budynków hoteli. Nasz hotel znajduje się w Sousse. To niedaleko Monastiru, raptem 20km, więc transfer z lotniska trwa niecałą godzinę. Po drodze kierowca podjeżdża pod kolejne hotele rozwożąc całą grupę w odpowienie miejsca wypoczynku. Nasz hotel nie jest duży, raczej kameralny, położony w przepięknym ogrodzie palmowym, tuż przy plaży. Meldujemy się w recepcji, w pokoju zostawiamy bagaż i od razu idziemy na plażę. Plaża piaszczysta, parasole z trzciny (jak w Egipcie), morze cieplutkie i czyste. No cóż - nic tylko plażować do woli, ile nasza skóra pozwoli. W październiku jest już praktycznie po sezonie, więc nie ma tłoku ani w hotelu, ani też na plaży. Wieczorkiem obiado-kolacja. Szwedzki stół (jak to zwykle bywa w hotelach) i każdy może najeść się do syta. Jest zupa, na drugie danie do wyboru: ziemniaki, ryż, różne mięsa, sosy, warzywa świeże i z grilla oraz desery.
Dzień kolejny zaczynamy oczywiście od śniadania. Są one wydawane dość wcześnie od 6 do 9:30, więc za długo to się nie pośpi. No ale w końcu nie po to jedzie się taki kawał drogi aby spać. Po śniadaniu mamy spotkanie z rezydentką. Przybliża nam tutejsze zwyczaje, co warto zobaczyć w Sousse i okolicach a także proponuje nam wybór wycieczek fakultatywnych. Decydujemy się na jedną z nich - wycieczka "Safari Autokar + Jeep". Według nas jest to najciekawsza wycieczka dzięki której zobaczymy niezły kawał Tunezji. To ponad 2100 km trasy po bezdrożach tego pięknego kraju. Po spotkaniu z rezydentką plażowanie, a potem mały spacer po Sousse. Udajemy się w kierunku Port El Kantaoui. Oglądamy tamtejsze hotele, sklepy. Po drodze niejednokrotnie trąbią na nas taksówkarze, dając znać w ten sposób, że mogą nas podwieźć. Wszystkie taksówki w Tunezji mają kolor żółty i jest ich na prawdę bardzo wiele, a ceny niewysokie. Po mieście można się przemieszczać również dorożkami, autobusami, czy też busikami z wagonikami wyglądającymi jak ciuchcie.
Kolejny dzień słodkiego lenistwa na tunezyjskich plażach. Idziemy wzdłuż plaży w kierunku centrum Sousse. Drogę powrotną przemierzamy ulicami miasta. W Sousse jest mnóstwo turystów z przeróżnych zakątków Europy. Są tutaj Francuzi, Anglicy, Włosi, Rosjanie no i oczywiście Polacy, których mowę można najczęściej usłyszeć na ulicach nie tylko Sousse, ale i w innych miastach. Tunezja jest bez wątpienia krajem bardzo przyjaznym dla turystów. Można spokojnie spacerować, również z malutkimi dziećmi i nic złego nikomu się nie stanie. Ale tak jak wszędzie trzeba być czujnym, a zwłaszcza tam gdzie są duże skupiska ludzi (np. w medinie) gdzie krążą kieszonkowcy. Kolejne 2 dni spędzamy na wycieczce na Saharę. (O tym piszę w artykule: "Tunezja 2006 - Sahara - Beata i Janusz")
Po zachwycającej podróży w głąb kraju znów jesteśmy w Sousse. Jest to trzecie co do wielkości miasto Tunezji. Kiedyś było stolicą, a obecnie to duży port, należy bez wątpienia do ładniejszych miast Tunzji. Jeśli ktoś lubi życie nocne to powinien wybrać właśnie Sousse jako miejsce docelowe. Miasto to nigdy nie zasypia. Pełno w nim dyskotek, pubów, restauracji. Sousse położone 20 km od międzynarodowego lotniska w Monastirze oraz w odległości 140 km na południe od stolicy zostało założone przez Fenicjan w IX wieku p.n.e. Do mediny jedziemy taksówką (4 km - cena 1,5DT - około 4PLN). Medina w Sousse jest bardzo ładnie zachowana. Została wciągnięta na listę zabytków UNESCO. Dookoła otoczona jest murem, a w środku znajdują się liczne, wąskie uliczki. Ciasna zabudowa mediny, małe sklepiki z przeróżnymi towarami, tworzą atmosferę jak z "Baśni tysiąca i jednej nocy". A w sklepach można kupić przeróżne pamiątki, typu: szisza, pluszowe wielbłądy. Nie brakuje również towarów użytkowych jak odzież czy wyroby ze skóry. Jest tego cała masa, ale daje się zauważyć, że wszystkie te towary są takie same, więc produkcja jest tutaj raczej masowa. Sprzedawcy sami co chwila zaczepiają turystów, aby tylko coś sprzedać. Oczywiście w medinie podczas zakupów obowiązuje zasada targowania, jednak często zdarza się, że sprzedawcy nie wykazują chęci potargowania gdy zaczynamy naszą licytację od dość niskiej ceny. Trochę mnie to zdziwiło gdyż w Egipcie można było targować się do upadłego kończąc całą zabawę ceną satysfakcjonującą obie strony. Po wyjściu z mediny udajemy się do portu. Pełno tutaj przycumowanych statków. Naszą uwagę zwracają statki pirackie, które miały właśnie przerwę przed kolejnymi rejsami. Następnie nasze kroki kierujemy na plażę, aby tą drogą wrócić do naszego hotelu. Gorące słońce, pluskające fale, czego można chcieć więcej podczas wakacji? Mijamy wędkarzy łowiących krewetki. We wiaderku widzimy już spory połów. W innym miejscu ktoś wyciągnął z wody olbrzymią meduzę - jakieś pół kilo galarety. Całe szczęście nikt się na nią nie natknął w wodzie, bo zostałby nieźle poparzony. Meduzy to niestety minus tutejszych plaż - trzeba być ostrożnym. Po drodze widzimy jak turyści korzystają z tutejszych atrakcji wodnych, czyli skutery, narty wodne, "banany" ciągnięte przez motorówki, no i oczywiście parachute, czyli spadochrony na uwięzi ciągnięte przez motorówki. Nie brakuje tzw. naganiaczy, którzy namawiają na tego typu rozrywki. Jeden z nich skutecznie namawia nas na parachute. Można tym latać solo, ale również w parach. Z mężem decydujemy, że lecimy osobno, a to dlatego aby móc nawzajem zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia i nakręcić jakieś krótkie video. Ubierają nas w specjalne uprzęże i oczywiście kapoki. Przed startem krótka instrukcja jak zachować się przed lądowaniem no i w górę. A start wygląda tak, że z przypiętym spadochronem biegniemy plażą w stronę morza i już po paru sekundach wyrywa nas silne wznoszenie w powietrze. Super wrażenie jak nogi same odrywają się od ziemi, a pod nami jest tylko morze. Z lotu ptaka podziwiamy okolicę, hotele, plażujących turystów, którzy z tej wysokości są tak mali jak mróweczki. Podczas lotu towarzyszy jednocześnie strach i ekscytacja. W górze nie słychać nic oprócz własnych myśli i szumu wiatru. Cudownie jest móc choć przez chwilę poczuć się wolnym jak ptak, szybować na wietrze. Bez wątpienia była to jedna z najwspanialszych atrakcji tych wakacji. I choć trwało to parę minut to w pamięci zostanie na bardzo długo.
Następny dzień. Rano tunezyjska plaża przywitała nas mgłą i już myśleliśmy, że nici z opalania. Na szczęście mgła opadła i słońce zagościło na dobre w ten przedostatni dzień tunezyjskich wakacji. Po plaży cały czas chodzą tubylcy chcąc sprzedać owoce, napoje, a także młode palmy. Czas leniwie mija, a my korzystamy z tej wspaniałej pogody.
Niestety nadszedł dzień wyjazdu. Samolot mamy o 13, dlatego już o 10 podjechał po nas autokar aby zawieźć nas na lotnisko w Monastirze. Na lotnisku cała odprawa poszła sprawnie, nie było problemu z nadbagażem, nikt się nie czepiał, choć niektórzy zrobili spore zakupy i waga bagażu była większa od dozwolonej nawet o 5-6kg. Bagaży podręcznych nie ważyli wcale. Na lotnisku spędziliśmy więcej czasu aniżeli było w planie, bo samolot był opóźniony o 1,5h. Ale sam lot był w porządku i przebiegł bez przeszkód. Na Okęciu wylądowaliśmy już po 17. A Warszawa przywitała nas pluchą, choć nie było bardzo zimno jak na tę porę roku. I tak oto zakończyła się nasza kolejna podróż na afrykański kontynent. Kolejne odwiedzone miejsca, kolejne doświadczenia i przygody. Polecam Tunezję na jesienny czas, gdy w Polsce wieje i leje, a tam słoneczko cudnie grzeje. inne artykuły...
Filmy:

Zobacz także: zdjęcia, zdjęcia satelitarne, video, książki, wycieczki
|