Dzień 3 Dosyć wcześnie wstajemy, bo dzisiaj znów czeka nas sporo zwiedzania. Ale wcześniej jeszcze włoskie śniadanko w Rimini. A Włosi jedzą bardzo lekkie śniadania, słodkie bułeczki, jakiś dżemik, kawa, herbata lub sok. Specjalnie dla Polaków Włosi przygotowują troszkę bogatsze menu, bogatsze o wędliny i sery. Po śniadaniu idziemy po bagaże i zaraz ruszamy w drogę do Republiki San Marino. Nasza podróż nie trwa bardzo długo, gdyż od Rimini do San Maino jest około 30km. Już z daleka przykuwa naszą uwagę góra Titano na której widać warowne wieże. To zamki warowne San Marino, których historia sięga XI wieku. San Marino jest ciekawe choćby z tego względu., że jest to najmniejsza republika świata. Liczba ludności to niespełna 30 tysięcy osób. San Marino to urokliwe miejsce. Żyje się tutaj głównie z turystyki i rolnictwa. Aby dotrzeć do serca tego małego państewka jedziemy dość krętą i stromą drogą. Nareszcie jesteśmy na miejscu i pierwsze kroki kierujemy do jednego z tutejszych sklepików z alkoholami. San Marino słynie bowiem również z wyśmienitych win i likierów. I tutaj pierwsze zaskoczenie, gdyż obsługuje nas Polak. Robi małe show z latającymi butelkami, częstuje nas przeróżnymi trunkami, aby tylko sprzedać jak najwięcej buteleczek. Cała nasza gromadka degustuje te różności alkoholowe i wybiera co warto zakupić. A zakupy są niemałe i wszystko nam dostarczają bezpośrednio do autokaru. W San Marino dosyć często słychać język polski, wielu naszych rodaków przyjeżdża tutaj w sezonie na zarobek. Po zakupach udajemy się na górę Titano, aby podziwiać niesamowitą panoramę San Marino i znajdujące się tam zamki. San Marino zawsze było znane ze swoich kuszników. Co roku odbywa się w mieście festiwal Dni Średniowiecza "Medieval Days", podczas którego rozgrywany jest turniej kuszniczy. Obchodom towarzyszy wiele różnych imprez m.in. festiwal muzyki średniowiecznej, liczne parady, w których uczestnicy przebrani w historyczne stroje niosą sztandary. Towarzyszą im pokazy akrobatów i kuglarzy. Nam niestety nie było dane tego obejrzeć, niemniej jednak ilość zabytków i piękne widoki były dla nas wystarczającą nagrodą po dość uciążliwej wspinaczce na górę Titano. Koło południa ruszamy dalej. Tym razem to dość długa trasa, kilkaset kilometrów do Asyżu. Docieramy tam sporo po południu, więc i upał jest nieco mniejszy, ale i tak uciążliwy. Kto jest w krótkich spodenkach, ten musi się teraz przebrać, ponieważ udajemy się do bazyliki św. Franciszka, gdzie znajduje się jego grób. Po bazylice oprowadza nas zakonnik pochodzący z Polski. Przed grobem św. Franciszka udziela on każdemu z nas błogoslawieństwo znacząc krzyż na czole. To dosyć wzruszający moment. Kto chce może też sobie kupić błogosławieństwo św. Franciszka w języku polskim, oraz inne pamiątki, łącznie z krzyżykiem zawierającym odrobinę ziemi z grobu św. Franciszka. Zwiedzamy również Bazylikę Santa Maria degli Angeli, czyli Bazylikę Matki Bożej Anielskiej we wnętrzu której znajduje się niewielki kościółek pochodzący z X wieku nazywany Porcjunkula. W nim modlił się św. Franciszek i jego współbracia. W tej bazylice znajduje się również kaplica śmierci św. Franciszka zwana Transito. Ogród Różany przy bazylice - rosną w nim krzewy róż pozbawione kolców. Zgodnie z życiorysem świętego, są to róże rosnące już za jego życia w pobliżu zajmowanej przez niego celi. Franciszek nie chcąc ulec pokusie odejścia od obranego sposobu życia rzucił się w nie. W tym momencie róże straciły kolce i tak rosną do dzisiaj. Po opuszczeniu bazyliki idziemy do autokaru, aby ruszyć w dalszą drogę. Jedziemy do hotelu położonego na przedmieściach Rzymu. Znów kilka godzin jazdy i jesteśmy w sam raz na kolacje. ciąg dalszy ... Filmy: Zobacz: Galeria Zdjęć z Włoch, Filmy z Włoch, Zdjęcia satelitarne |