Dzień 10 Ten dzień zaczyna się bardzo wcześnie, 2 w nocy. Ubieramy się ciepło, bo nocą jest dość chłodno, a w górach temperatury są oczywiście jeszcze niższe. Spotykamy się w hollu z przewodnikiem, który zawozi nas do podnóża Góry Synaj gdzie czeka już na nas nasz górski przewodnik. Ma dla nas latarki, które przydadzą się do wędrówki w tych egipskich ciemnościach. Na szczyt Góry Synaj (zwanej również Górą Mojżesza wiedzie ubity kamienisty szlak, a ostatni etap tego szlaku to strome kamienne schody. Cała trasa nie jest zbyt łatwa, bo droga wznosi sie dość stromo, a szczyt znajduje się na wyskości 2642 metrów. Co jakiś czas mamy przystanki przy małych beduińskich szałasach, w których można usiąść i wypić ciepłą herbatę. Nasza wędrówka trwa około 4 godzin. Jest dość zimno, na skałach jest szron. Niedługo przed wschodem słońca docieramy pod sam szczyt do ostatniego już szałasu, gdzie odpoczywamy i pożyczamy od Beduinów koce (oczywiście za pewną opłatą), żeby móc na samym szcycie wyczekiwać na malowniczy wschód słońca. Na górze tej według biblii Mojżesz otrzymał od Boga tablice z 10 przykazaniami. Przygotowujemy kamery i aparaty, aby uwiecznić ten niezwykły widok. I rzeczywiście jest niezwykły. Wśród tych monumantalnych czerwonych gór wyłaniające się słońce. Za chwilę możemy zobaczyć panoramę gór Synaju w pełnym słońcu i w pełnej krasie. Wokół szczytu oczywiście strome przepaście, aż boję się ruszać z miejsca, żeby nie spaść. Jak było ciemno nie widziałam tych zagrożeń, teraz byłam trochę w strachu, ale i zarazem szczęśliwa, że zdecydowałam się tam wejść, bo to co zobaczyłam na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Każdej nocy na Górę Mojżesza wspinają się setki turystów. Niektórzy z nich pewną część trasy pokonują na wielbłądach, ale my nie uważaliśmy, że to dobry pomysł iść na taką łatwiznę. Najzabawniejsze jest to, że niektóre panie to potraktowały tą wspinaczkę jak spacerek na plażę, bo wychodziły tam mimo mrozu w klapeczkach i lekkich kurteczkach. Po wschodzie słońca schodzimy powoli w dół, robiąc oczywiście co jakiś czas zdjęcia tych pięknych widoków. W dół oczywiście wędrówka jest dużo lżejsza i szybsza. Wracamy do hotelu, żeby się umyć i przebrać, bo za chwile czekało nas śniadanie i następnie zwiedzanie - prawosławnego klasztoru świętej Katarzyny. To własnie tutaj według biblii ukazał się Mojżeszowi Bóg w postaci krzewu gorejącego. Do tej pory na terenie klasztoru znajduje się krzew, który jest identyczny jak ten biblijny. Klasztor zamieszkuje obecnie 22 mnichów, w większości przybyłych z góry Atos w Grecji. Granitowe mury, wysokie na 10-15 metrów nie zmieniły się praktycznie od VI wieku, kiedy to został klasztor zaprojektowany. Z tego samego okresu pochodzi granitowa bazylika św. Katarzyny. W obrębie klasztoru znajduje się również kaplica Gorejącego Krzewu, ale wstęp do niej jest tylko za specjalnym zezwoleniem. Dla zwiedzających również nie jest dostępna bilioteka z 3000 rękopisami i 5000 księgami (ustepuje ona bogactwem jedynie Bibliotece Watykańskiej. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu do klasztoru można było dostać się tylko przez mury, zwiedzający byli na nie wciągani przy pomocy lin. Klasztor i brodaci mnisi przenoszą nas jakby w czasie, przez chwilę czujemy się jakbyśmy znaleźli się w VI wieku, albo jeszcze wcześniej. Po tym zwiedzaniu pakujemy się z hotelu i ruszamy dalej na południe Synaju do Sharm el Sheikh. To kolejne kilka godzin podróży wśród bezkresnych górzystych pustkowi tego pięknego półwyspu. Późnym już popołudniem dojeżdżamy na miejsce. I oczywiście kolejny już raz w ciągu tej wycieczki jesteśmy pod wrażeniem piękna otoczenia i zabudowań. Sharm el Sheikh to przede wszystkim kurort pełen wspaniałych hoteli, znajdujących się nad brzegiem Morza Czerwonego. Nasz przewodnik rozwozi nas do różnych hoteli, w zależności od tego jakiej kategorii hotel wykupiliśmy. Nas zawożą do hotelu Sheraton Resort. I jak to zwykle w Egipcie bywa hotel znajduje się na olbrzymiej powierzchni, składa się z kilkupiętrowego budynku głównego i bardzo wielu bungalowów rozmieszczonych w ogrodach kompleksu hotelowego. Po całym kompleksie można przemieszczać się małym busikiem, który stale krąży po uliczkach resortu. Bungalowy tutejsze wyglądaja jak domki szeregówki u nas w Polsce. Przy każdym takim pasmie "szeregówki" znajduje się basen z leżakami. Pokoje oczywiście super, przestronne, gustownie urządzone. Doprowadzamy się do porządku po podróży i idziemy zobaczyć jak wyglądają tutejsze plaże. A plaże czysciutkie, piaszczyste, leżaki, parasole przykryte trzciną, to wszystko wygląda dość egzotycznie. Jest czwartek, wylatujemy w poniedzialek, więc przed nami kilkudniowe leniuchowanie na cieplej plaży. Zaplanowaliśmy sobie wykupienie wycieczek fakultatywnych, aby zobaczyć jeszcze nieco więcej niż tylko plaże w Sharm el Sheikh. Jeszcze tego samego wieczoru umawiamy się z rezydentem i kupujemy dodatkowe wycieczki, a mianowicie na jeden dzień bierzemy rejs łodzią podwodną, a na dzień kolejny safari na quadach po pustyni. ciąg dalszy ... Filmy:
Zobacz także: Galeria Zdjęć, Filmy, Książki, Wycieczki |